9.28.2009

piękno w kuchennych szafkach

nie, nie będzie o designie.

czasem myślę, że kuchnię i łazienkę powinnam mieć w jednym pomieszczeniu, bo coraz więcej super-hiper-ekstra kremów i innych mazideł zastępuję produktami z lodówki bądź kuchennej szafki, co wychodzi na plus nie tylko mojej urodzie, ale i portfelowi.

wystarczy prosty rachunek:
skórę mam bardzo suchą, która potrzebuje codziennej nawilżająco-natłuszczającej pielęgnacji, regularnych peelingów i w ogóle chuchania i dmuchania. jak dotąd z wielu przetestowanych przeze mnie kremów tylko jeden naprawdę podziałał - emolium emulsja specjalna (te wszystkie inne "skóra nawilżona przez 24 godziny", "widoczna poprawa stanu skóry w ciągu tygodnia" to czysty marketingowy pic na wodę). problem w tym, że buteleczka emolium kosztuje prawie 40 zł i przy oszczędnym używaniu starcza na miesiąc-dwa.
za te pieniądze mogę sobie kupić butelkę porządnej oliwy z oliwek, która nie tylko zdrowa, ale i bardzo użyteczna jest.

po pierwsze - łyżka/dwie cukru (bądź gruboziarnistej soli) zalana kilkoma łyżkami oliwy i mam peeling, który nie tylko świetnie złuszcza, ale i znakomicie natłuszcza i zmiękcza skórę. wystarczy wetrzeć to w siebie po kąpieli, spłukać letnią wodą i delikatnie osuszyć się ręcznikiem. i efekt naprawdę trwa 24 godziny (a nawet dłużej).
po drugie - łyżka oliwy, jedno jajko i sok z połówki cytryny to genialna nawilżająco-nabłyszczająca maska do włosów. oczywiście trochę więcej z nią roboty niż z ekspresowymi odżywkami ze sklepowej półki, bo po nałożeniu trzeba ją potrzymać na włosach ok. godziny w cieple (np. relaksując się w wannie, do której warto nalać prócz wody 0,5 l. tłustego mleka lub pracując przy komputerze w czepku termicznym i ręczniku na głowie), ale efekt wart jest tego czasu.

i można tak wymienić jeszcze co najmniej kilka sposobów wykorzystania oliwy w pielęgnacji, ale te dwa to moje ulubione, a to tylko oliwa.

poza tym lekko rozjaśniam sobie włosy sposobem zareklamowanym na forum szafiarek - miksturą z miodu (trzeba cierpliwości, ale ja widzę efekty, niestety głównie na końcówkach), maseczki na twarz robię sobie z twarożku i czasem z białej glinki, a spierzchnięte usta ratuję miodem.

z tymi rachunkami to może przesadzam, ale tak mam, że wolę robić zakupy "kuchenne" niż "łazienkowe", bo i gotować wolę niż spędzać czas przed lusterkiem, a takie mieszanie sfer przynosi bardzo pozytywne efekty :).

a wy czego z kuchni używacie w łazience?

8.10.2009

The L Word


napisałam długą notkę o seksie w wielkim mieście i l wordzie, ale to bzdury. seksu w wielkim mieście po prostu nie lubię, nic nie poradzę na to, że mnie tam ani fabuła ani stroje nie kręcą, a poziom przemyśleń carrie oscylujący w okolicach głębi coelho mnie odrzuca. nie ważne. chcę wam po prostu jako fankom mody polecić kultowy lesbijski serial, bo ciuchy są w nim o niebo lepsze, laski ładniejsze (w końcu serial skierowany do pań lubiących panie) a dowcipy o niebo zabawniejsze. no i stworzono też linię l wordowych ciuchów ;)


(moja ulubiona lbd w ośmiu odsłonach)

(a tak poza tym, to mam już swoją notkę na kopciuszkach i zaczynam na nowo pisać)

7.17.2009

zabawy w kopciuszka

bo wstyd by się było nie pochwalić takimi zdjęciami. wielkie dzięki kopciuszkom za niesamowicie miłą atmosferę i piękny efekt końcowy. zdjęć jest oczywiście więcej, ale te są moje ulubione :)





5.14.2009

czas się przyznać

szafa to to nie będzie, póki się własnego aparatu nie dorobię. a że pewnie nie nadejdzie to prędko, to możemy zmarnować ten czas na czynności ulubione i przetrenowane - marudzenie, oglądanie i inne drobne przyjemności.

5.05.2009

5.05.09

czasem warto odwiedzić czytelnię, może się trafić przypadkowa sesja. zdjęcia i miny niewyraźne, pozowanie to nie moja działka.





4.13.2009

imperium kontratakuje

przyszła wiosna i przyniosła nową energię.
na razie nie ma niczego - aparatu, fotografa, nowych ubrań, ale wróciły chęci i wiara, że wszystko się da rozwiązać.

pod nowym adresem nowy sezon szafowania można uznać za otwarty.